Petersburg Jarosława Iwaszkiewicza to książka niezwykła, jak każde wspomnienia. Nie dość, że możemy czytać o Witkacym, Puszkinie, carycy Katarzynie to czujemy Petersburg, z Newą, Newskim Prospektem i lwami na mostach. Jeden z rozdziałów to wspomnienia o Błoku. Przyjaźnił się z Tadeuszem Nalepińskim i wieloma Polakami. Pod koniec życia zaczął pisać poemat epicki Odwet, ale go nie skończył, zmarł zostawiając przejmujący tekst – „Nie dokonałem tego, co winienem był dokonać”.
Iwaszkiewicz opisuje temperament Rosjan i okazuje się, że może on charakteryzować wszystkich Słowian: wieczny niepokój, nieodparte popędy, aspiracje mętne i bolesne, skłonność do melancholii, przejmowanie się śmiercią i tajemnicą, skrajne emocje, instynkt namiętności, zdolności do wszystkich subtelności i wszystkich zapałów, zdolność do cierpienia i rezygnacji, jak również do buntu i nieokiełznania, wrażliwość na naturę na jej magię usypiającą i przerażającą, niejasne przeczucie wszystkiego co ciąży – fatalne i ciemne, tragiczne i nieproporcjonalne… jednym słowem wszystko co wzbudza niepokój w naszych zachodnich przyjaciołach..
Dolor ante lucem
W zachodu krwawych, ostatnich promieniach,
Pragnący śmierci - nie czekam już na nic,
I znów dzień wstaje, brzask bije z otchłani,
Powraca męka codzienna istnienia.
Chciałem zło rzucić i dobro zostawić,
Poznałem śmierci trwogę i nadzieję -
I znów powracam, by patrzeć, jak dnieje,
By zło przeklinać, dobru błogosławić.
Boże mój, Boże - Panie nieomylny -
Czyś wszystkich równym obdarzył wyrokiem -
Człowiek śmiertelny, ku Tobie się wlokę,
Od jutrzni rannej do nocy - bezsilny.
3 grudnia 1899
Aleksander Błok
przekład Jerzy Liebert
15 May 2013
Chmury nad Europą
Chmury zawsze nam towarzyszą, chociaż nigdy do nas nie należą.
Chmury nad Alpami
Chmury - Wisława Szymborska
Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć -
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne.
Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.
Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.
Chmury nad Barceloną
Jacy tam z nich świadkowie czegokolwiek -
natychmiast rozwiewają się na wszystkie strony.
W porównaniu z chmurami
życie wydaje się ugruntowane,
omal że trwałe i prawie że wieczne.
Chmury nad Hiszpanią
Przy chmurach
nawet kamień wygląda jak brat,
na którym można polegać,
a one cóż, dalekie i płoche kuzynki.
Niebo nad Madrytem
Niech sobie ludzie będą, jeśli chcą,
a potem po kolei każde z nich umiera,
im, chmurom nic do tego
wszystkiego
bardzo dziwnego.
Niebo na Sewillą
Nad całym Twoim życiem
i moim, jeszcze nie całym,
paradują w przepychu jak paradowały.
Niebo nad Lizboną
Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
Nie muszą być widziane, żeby płynąć.
Chmury nad Alpami
Chmury - Wisława Szymborska
Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć -
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne.
Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.
Nie obciążone pamięcią o niczym,
unoszą się bez trudu nad faktami.
Chmury nad Barceloną
Jacy tam z nich świadkowie czegokolwiek -
natychmiast rozwiewają się na wszystkie strony.
W porównaniu z chmurami
życie wydaje się ugruntowane,
omal że trwałe i prawie że wieczne.
Chmury nad Hiszpanią
Przy chmurach
nawet kamień wygląda jak brat,
na którym można polegać,
a one cóż, dalekie i płoche kuzynki.
Niebo nad Madrytem
Niech sobie ludzie będą, jeśli chcą,
a potem po kolei każde z nich umiera,
im, chmurom nic do tego
wszystkiego
bardzo dziwnego.
Niebo na Sewillą
Nad całym Twoim życiem
i moim, jeszcze nie całym,
paradują w przepychu jak paradowały.
Niebo nad Lizboną
Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
Nie muszą być widziane, żeby płynąć.
13 May 2013
Ja w Lizbonie
nie pomyślałam
że moglibyśmy wyjść razem na lizbońską ulicę
białe domy i niebo
byłyby z nami
trzymałbyś moją dłoń
a ja głowę na twoim ramieniu położyłabym może
ulica pełna ludzi
mówiłaby nam o wszystkim
co przed nami
nie pomyślałam
o podróży, pociągu, o sercu
i o nagłej ulicy
o moim imieniu wypowiedzianym przez ciebie
kiedyś i teraz jeszcze
12 May 2013
Czasami poezja
Często jedynie poezja nas umacnia..
Federico Garcia Lorca - Zamęt
Czy moje serce jest twoim sercem?
W czym się odbija myśl moja?
Skąd we mnie ta namiętność?
Bez pamięci niespokojna
Dlaczego moje ubranie zmienia kolor co chwila?
Dlaczego na niebie widać gwiazd tyle?
Czy to ty?
Czy to ty czy też ja mój bracie?
Czyje są te ręce lodowate?
Widzę się przez słońca zachody
A wielkie ludzkie mrowisko po moim sercu przechodzi
Czy moje serce jest twoim sercem?
Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.
Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie.
Federico Garcia Lorca - Zamęt
Czy moje serce jest twoim sercem?
W czym się odbija myśl moja?
Skąd we mnie ta namiętność?
Bez pamięci niespokojna
Dlaczego moje ubranie zmienia kolor co chwila?
Dlaczego na niebie widać gwiazd tyle?
Czy to ty?
Czy to ty czy też ja mój bracie?
Czyje są te ręce lodowate?
Widzę się przez słońca zachody
A wielkie ludzkie mrowisko po moim sercu przechodzi
Czy moje serce jest twoim sercem?
Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.
Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie.
06 May 2013
Thanks Jimi

Jak wspaniale jest zagrać razem przekonali się wszyscy na Thanks Jimi Festivalu – corocznym wydarzeniu upamiętniającym
muzykę Jimiego Hendrixa. Festiwal jest organizowany we
Wrocławiu od 2003 roku przez Leszka Cichońskiego, co roku podejmowana jest
także próba bicia rekordu Guinessa we wspólnej grze na gitarach. Uczestnicy
grają na żywo utwór "Hey Joe".
W latach 1988-89 spełniło się jedno z największych marzeń
Leszka Cichońskiego: współpraca z idolem lat dziecięcych -Tadeuszem Nalepą. W ciągu dwóch
lat Leszek Cichoński nagrał z Nalepą album „To mój blues”, wystąpił na
festiwalu Rawa Blues ’89 i zagrał w czasie tourne po USA i Związku Radzieckim.
Cichoński napisał kurs instruktażowy gry na gitarze oraz opracował i zarejestrował dwanaście odcinków telewizyjnego
kursu Blues-Rock Guitar z udziałem Jerzego Styczyńskiego, Grzegorza
Skawińskiego i Jana Borysewicza.
W 2003 roku Cichoński zainicjował Wielką Gitarową Orkiestrę,
która na wrocławskim rynku wykonała słynny przebój Hendrixa „Hey Joe”. Od
tamtego czasu rekord ten pobijany jest co roku pierwszego maja. Wrocławskie
próby odbywają się w ramach Festiwalu „Thanks Jimi” poświęconego muzyce
najsłynniejszego gitarzysty Świata – Jimiego Hendrixa. Prócz uczestników
zjeżdżających do Wrocławia z całej Polski i świata, w czasie festiwalu można
również posłuchać koncertów najbardziej znanych gitarzystów i zespołów
rockowych z całego świata.
Pomysłodawcą próby bicia rekordu Guinnesa był Leszek
Cichoński, który w 1997 roku podczas warsztatów „Blues Express” zebrał na
scenie 17 gitar grających „Hey Joe”.
Kolejny sukces to maj 2009: utwór „Hey Joe” na wrocławskim
rynku zagrano na 6346 gitarach. Jak do tej pory to właśnie w 2009 roku udało
się zebrać największą liczbę współuczestników, najwięcej gwiazd, stworzyć
najfajniejszą atmosferę i rekord został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów
Guinnessa. Gitarzyści z całej Polski zagrali wtedy utwór Jimiego Hendriksa „Hey
Joe” oraz Deep Purple „Smoke on the Water”. Główną gwiazdą festiwalu był
gitarzysta Deep Purple - Steve Morse, który niejako dyrygował nietypową gitarową
orkiestrą.
Liczy się magia wspólnego grania, radości i tego jednego momentu kiedy wszyscy podnosimy do góry gitary - Thanks Jimi!
Do przyszłego roku!
Ilość gitarzystów w poszczególnych latach:
2003 - 588
2004 - 916
2005 - 1201
2006 - 1581
2007 - 1881
2008 - 1951
2008 - 1951
2009 - 6346
2010 - ok. 4000
2011 - 5601
2012 – 7273
2013 - 5743
Księga Henrykowska
Liber fundationis claustri sanctae Mariae Virginis in Heinrichow (Księga założenia klasztoru świętej Marii Dziewicy w Henrykowie) – to nasz skarb narodowy, cenny dokument hisoryczny i językowy – 51 stron pergaminowych spisanej po łacinie kroniki opactwa cystersów w Henrykowie na Dolnym Śląsku. Jej autorem jest Piotr, opat klasztoru. Miał to być spis dóbr klasztornych w związku z niestabilną sytuacją po najeździe mongolskim w 1241.
Księga znajduje się obecnie w Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiuna Ostrowie Tumskim, a jej kopia w pocysterskim opactwie w Henrykowie.
Pierwsze wydanie Księgi Henrykowskiej miało miejsce w 1854 roku. W tej księdze znajduje się pierwsze zdanie w języku polskim.
Autor wymieniając pierwszego posiadacza ziemi w Brukalicach, Czecha Boguchwała, opisał: Boguchwał patrząc na żonę, chłopkę grubą i niezdarną, zatrudnioną przy żarnach, litując się nad nią rzekł do niej” "Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai!" Tak ów Czech na zmianę mełł z żoną. W ten sposób zdanie przekazane na piśmie, uchodzi za pierwsze, pełne zdanie zapisane w języku polskim.
05 May 2013
Numer Ostatni
Chociaż wiem, że świat nigdy nie stoi w miejscu, że wszystko dookoła nas musi się zmieniać, często trudno mi pogodzić się ze stratą tak dotkliwą. Filmy z Redaktorem Kultury mam do dziś na starych kasetach. Czasami wyciągam je z lamusa i chłonę tę piękną polszczyznę, tę nostalgię za naszym nieokiełznanym krajem, która brzmi w Jego głosie i tę mądrość, która pozwoliła nam przetrwać do upragnionej i przewidywanej przez niego Wolności.
Niech dopełnieniem tego tekstu będzie Przesłanie Jerzego Giedroycia, które ukazało się w "Biografii na cztery ręce"
PRZESŁANIE
Jeśli spojrzeć na historię Polski z lotu ptaka, to uderza ogromna ilość sprzeczności. Państwo i naród powstały z pokrewnych plemion złączonych siłą przez pierwszych władców: Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Było to początkowo dość niespójne, gdyż podziały i odrębności dzielnicowe trwały bardzo długo. Kraj był nadto rozdarty między Wschodem a Zachodem. Ilustruje to historia dynastii piastowskiej, na którą tak lubią powoływać się polscy nacjonaliści. Wszyscy monarchowie żenili się na przemian z księżniczkami ruskimi i niemieckimi, których wpływ był ogromny, również w polityce. Kto na przykład uratował dynastię i zachował koronę dla Kazimierza Odnowiciela, jak nie jego matka, Rycheza, której rola jest mało znana i spotwarzana do tego stopnia, że gdy nie tak dawno Niemcy zaproponowali przeniesienie jej szczątków do Polski, spotkało to się ze sprzeciwem kardynała Wyszyńskiego.
Polska dała w swej historii dowody zadziwiającego liberalizmu: przyjęła Żydów i nadała im prawa w okresie, gdy byli prześladowani w reszcie Europy, a w czasach triumfującej gdzie indziej kontrreformacji pozwoliła protestantom − nawet antytrynitarzom − na praktykowanie ich wiary i objęła opieką Akademię Mohyły w Kijowie. Ale Polska dała też dowody fanatyzmu religijnego, który spowodował walkę z husytyzmem − co przekreśliło możliwość związania się z Czechami − a później znalazł wyraz w prześladowaniach innowierców.
Cechą naszej polityki zagranicznej było stale uzależnianie się od innych ośrodków: od Watykanu czy od Habsburgów, połączone jednocześnie z ogromną prowincjonalnością. Wplątaliśmy się niepotrzebnie w wojnę z Turcją. Zwycięstwo pod Wiedniem było wielkim wyczynem wojskowym, ale błędem politycznym. Później, przez cały XIX wiek, to właśnie Turcja była jednym z poważnych ośrodków naszej działalności niepodległościowej.
Przy tym wszystkim atrakcyjność Polski była zdumiewająca. Potrafiliśmy wchłonąć kolonistów niemieckich, z których powstało polskie mieszczaństwo. Zasymilowaliśmy znaczne odłamy inteligencji żydowskiej. Spolonizowaliśmy również elity litewskie i ukraińskie. Jesteśmy krajem, który ma wspólnych bohaterów z sąsiadami: Adam Mickiewicz jest wielkim poetą polsko-litewskim; Kościuszko i Traugutt należą zarazem do Polaków i Białorusinów. Tę listę można by znacznie przedłużyć.
W tej dziwnej łamigłówce kryją się nasze wielkie szanse. Taką szansą może być nasza polityka wschodnia. Nie wpadając w megalomanię narodową, musimy prowadzić samodzielną politykę, a nie być klientem Stanów Zjednoczonych czy jakiegokolwiek innego mocarstwa. Naszym głównym celem powinno być znormalizowanie stosunków polsko-rosyjskich i polsko-niemieckich, przy jednoczesnym bronieniu niepodległości Ukrainy, Białorusi i państw bałtyckich i przy ścisłej współpracy z nimi. Powinniśmy sobie uświadomić, że im mocniejsza będzie nasza pozycja na wschodzie, tym bardziej będziemy się liczyli w Europie Zachodniej.
Dzieje Polski cechuje stara tendencja do osłabiania władzy wykonawczej: słynne pacta conventa, anarchistyczna złota wolność, liberum veto. Przede wszystkim powinniśmy zmienić mentalność narodu. Wymaga to wzmocnienia władzy wykonawczej oraz kontroli sprawowanej nad nią przez Sejm. Wymaga to przebudowy systemu parlamentarnego, by wyeliminować zeń partyjnictwo i prywatę. Wymaga wprowadzenia rządów prawa i nieustępliwej walki z korupcją we wszystkich jej postaciach i odmianach. Wymaga prasy zarazem wolnej i przepojonej poczuciem odpowiedzialności. Wymaga rozdziału Kościoła od państwa. Wymaga poszanowania praw naszych mniejszości narodowych; musimy pamiętać, że jest to warunkiem dobrych stosunków z sąsiadami. Zdając sobie sprawę, że katolicyzm jest wyznaniem znakomitej większości narodu, musimy dbać również o Żydów, mahometan i protestantów oraz o prawosławie, które jest wyznaniem wielu obywateli polskich, a zarazem wyznaniem panującym w Rosji, na Ukrainie, na Białorusi.
Jest to ogólny zarys mojej wizji Polski, o której realizację walczyłem całe życie.
Jerzy GIEDROYC ("Autobiografia na cztery ręce", oprac. K. Pomian, Warszawa 1994)
Subscribe to:
Posts (Atom)