05 January 2014

O wszystkim pamiętać i wszystko zapomnieć



Anna Halczak / Kantor in Milan 1988, ze strony - http://en.poland.gov.pl
Kantor prowadzi w lipcu 1986 roku lekcje dla studentów Szkoły Elementarnej Sztuki Dramatycznej w Mediolanie. Rozgorączkowana wyobraźnia, tajemnicze wibracje.
Kantor nie chciał być nauczycielem a raczej "pomocnikiem".
Kantor przedstawiając własną wizję sztuki zawsze mówi o sobie, ale tylko nasza własna ludzka kondycja i uczucia są w stanie zapewnić wierność wewnętrznego przekazu.
Wszystko jest dozwolone i śmiech i szyderstwo, drwina - ale to wszystko nasza przejmująca rzeczywistość.

Ważny jest świat indywidualny,
Tworzony w izolacji i zamknięciu,
Ale tak silny i sugestywny,
że jest w stanie zająć
przeważającą
przestrzeń
w przestrzeni życia!

Przestrzeń życia, wszystko co w tym słowie się mieści
bytuje obok drugiej przestrzeni
przestrzeni sztuki,
razem i wspólnie
mieszając się i przenikając,
dzieląc wspólny los.

Kantor jest zawsze zaplątany w przeszłość. To ona włada jego sztuką. Wszystko jest z przeszłości, wszystko z niej przychodzi – przedmioty i ludzie.
Wyobraźnia – To ona jest zdolna stwarzać i pokazywać realność. Taką jakbyśmy ją zobaczyli po raz pierwszy.

Na koniec Mediolańskich Lekcji przekazuje studentom:

I to byłoby wszystko
Moja ostatnia rada:
o wszystkim pamiętać
i wszystko zapomnieć”


Tadeusz Kantor - Lekcje Mediolańskie
Photo: Anna Halczak / Kantor in Milan 1988, ze strony - http://en.poland.gov.pl




21 October 2013

Eli, Eli – Wojciech Tochman i Grzegorz Wełnicki




Wojciech Tochman w  dawnym wywiadzie mówi, że już nie uważa, że powinniśmy wiedzieć, zdawać sobie sprawę co się dzieje. Teraz „pisząc o ludobójstwie, daję więc czytelnikowi wybór: chcesz – czytaj. Nie chcesz – nie ma sprawy. Znieczulenie i ciach-ciach”.
Tytuł książki to słowa Chrystusa na krzyżu, słowa zwątpienia Eli, Eli, lama sabachthani? (Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?). Bo Bóg opuścił nie tylko Chrystusa ale i Onyx, dzielnicę biedy w Manili. 

Niesamowita książka. Uczciwa i rzetelna. Nie mogę przestać o niej myśleć, o fotografiach Grzegorza Wełnickiego, które mam nadzieję, ruszą „ w Polskę na wystawy”. Pierwsza już jest w Warszawie.  

Eli, Eli – to opowieść o Filipinach, o dzielnicy nędzy Onyxie - biednej, zaskakującej  prostymi uczuciami, bo wszystko tu jest może prostsze - dobre, albo złe. Skrót uczuciowy.
Pewne rzeczy chętnie wartościujemy i jesteśmy pewni, że robimy wszystko według naszych kryteriów, że sytuacja nas nie zaskoczy. 
U Wojciecha Tochmana w Eli, Eli zaskakuje mnie każdy rozdział książki. A przecież wiem co to jest bieda, slumsy, rozpacz, śmierć. Wiem? Tu zaczyna się mieszanka nastrojów. A co wiedzą turyści biorący udział w True Manila, wyprawach do slumsów. Można wpisać do internetu i zobaczyć , że to możliwe. Facebook, strona internetowa, przyjaciele, przyłącz się do nas. A obok bogaty świat Metro Manila - banki, hotele, pasuje do nich doskonale brawurowa wizja Świąt Wielkanocnych w centrach handlowych z Chrystusem na krzyżu, na wszystkim przecież można zarabiać. 
Świat jest pełen nierówności ekonomicznych, immigrantów szukających lepszego życia i umierających często u wrót wymarzonego raju. Nie możemy pomóc, czy tylko będzie nam trochę smutno? Jak mogę pomóc? Jestem wdzięczna autorowi, że wyłuskał ze mnie to pytanie, które być może gdzieś się we mnie kołatało, a teraz wiem, że jest, że nie da mi spokojnie spać.
Najtrudniej nam reagować kiedy czujemy upokorzenie.
Ale może od tego zaczyna się zdolność reakcji na cudze cierpienie?
Autor zadaje sobie pytania czy intencje reportera i fotografa są czyste. I jak osiągnąć tę nieskazitelność uczuć. Pomaga mu w tym Susan Sontag. Z jej „Widoku cudzego cierpienia” ja też wybrałam fragment:

Wskazać piekło, nie znaczy, rzecz jasna, powiedzieć nam cokolwiek o tym jak ludzi z niego wyrwać, ani jak przygasić jego płomienie. A jednak umocnienie własnego poczucia i uznanie tego jak wiele cierpienia, spowodowanego ludzka nikczemnością, jest w świecie, który dzielimy z innymi, wydaje się dobrem samym w sobie.
Dzisiaj nie można już nie wiedzieć, tylko jeszcze trzeba zastanowić się co zrobić z tą wiedzą o cierpieniu.
W pokoju, na gazetach, suszę orzechy, na jednej z nich widzę tytuł – Przyjedź, na Filipinach jest zabawniej. Wyciągam dodatek z 20 września do GW. Obchody 40 lecia przyjaźni polsko-filipinskiej, zdjęcia kwiaty, wzrost liczby turystów z Polski do ponad 4000 tysięcy. A więc raj wciąż istnieje obok dzielnic nędzy.
Świadomość, emocje – niech zostaną, świat zmienia się i może nie wszystko będzie gorsze, jeśli będziemy wiedzieć, że granica między rajem a Onyxem jest krucha.

Szukajmy możliwości co możemy zrobić, jak pomóc innemu człowiekowi. Ten ktoś może być bardzo blisko nas.

13 October 2013

Żeglowanie jest koniecznością


Navigare necesse est, vivere non est necesse

Żeglowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością

                        


Gdy tęsknota za kobietą jest dostatecznie silna, wyobraźnia stwarza tak realne pozory jej wszechobecności, że żyje się niby we śnie, a ból tęsknoty powraca tylko paroksyzmami przebudzeń.

Gdy tęskni się za górami, za ich przestrzenią, zapachem, światłem – ich brak odczuwa się stale jak wygnanie do obcego kraju.
Pozostają wspomnienia i jakaś bezsensowna podświadoma chęć wciagnięcia innych do współudziału w uwielbianiu i tęsknocie do nich.

Lech Utracki - Notatnik Alpejski

20 September 2013

Narażony na marzenia

Wspaniałe spotkanie z Simonem Moro na Festiwalu Filmów Górskich w Zakopanem, ale prawdziwą perełką był jego własny film - Exposed to Dreams.
Warto zobaczyć co dzieje się pod Everestem, jak bardzo zmienił sie himalaizm.


http://www.planetmountain.com/english/gallery/img_d.php?keyID=18096&autore=archivio%20S.%20Moro

Helikopter ratowniczy w Himalajach, pilotowany przez Simone Moro.

http://vimeo.com/60999603




01 September 2013

Irlandzkie Gadanie

Gdy wyjeżdżałam w tym roku do Irlandii, przepisałam fragment wiersza Seamusa Heaneya - Gaeltacht. Nigdy nie przypuszczałam, że poeta odejdzie tak szybko i dołączy do Barlo i Paddy Joe.


Gaeltacht

Co ja bym, mon vieux, dał za to, żebyśmy we trzech – Barlo, ty,
Ja – byli znów w Rosguill, tam gdzie Szosa Atlantycka, w lecie
Roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego, gdy
Barlo żył jeszcze

I żeby byli też Paddy Joe, Dicky iChips Rafferty
Z ich irlandzkim gadaniem, bo w takim wariancie im razem
Towarzyszyłyby Aoibheann Marren i Margaret Convay,
I Deidre Morton i Niamh i M. i ta druga M.

Tak wszyscy i jeszcze żeby to było tak urządzone
Na stałe: abyśmy my dzisiejsi mogli widzieć nas samych sprzed lat
Słyszeć, cosmy mówili i aby także mój sonet –

Imitacja z Dantego, tej sceny, gdzie on sam wreszcie wychodzi
Na wolność, z Lapo, Guido, dziewczęta czekają na niego w łodzi –
Mógł być taśmą splątaną, na której gadaninę naszą nagrał wiatr.


zdjęcie ze strony:  http://www.bbc.co.uk/news/entertainment-arts-13930435

Droga Powrotna


Czytamy gorące  nagłówki w codziennych gazetach – trochę nas dotyczą, bardziej przerażają – najpierw Irak, potem Afganistan, Birma , Syria, Egipt – wszędzie ludzie walczą o wolność? O wolność – może powiedzmy mniej patetycznie – o swoją godność. 
Gdy zobaczyłam tytuł w gazecie – w dalekim, biednym kraju ginęły następne osoby, a ja za chwilę zjem śniadanie, wypiję kawę. Tak jest przecież zawsze, nie chcę epatować nikogo moją obojętnością, albo  moją szczególną wrażliwością na tematy światowe.

http://www.thegorgeousdaily.com/albert-carel-willink/

Historia, polityka, świat ekonomiczny i społeczny, świat fizyczny i nawet niebo otaczają mnie koncentrycznymi kolami, z których nie mogę uciec przez myśl, nie udzielając każdemu  cząsteczki mojej osoby. Jak kamień, który uderzając o  powierzchnię wody wywołuje na niej kręgi, zanim wpadnie wgłąb – aby osiągnąć dno, muszę naprzód rzucić się do wody. Świat zaczął się bez człowieka i skończy się bez niego.

Może jedyny ważny moment to ten, gdy czytamy słowa i słuchamy muzyki .
Nasza droga powrotna? Nie chcemy o niej wiedzieć, ale przecież jest. Od kiedy się zaczyna - gdy zaczynamy myśleć, że życie ucieka  za szybko,gdy promienie porannego słońca zaczynają być upragnione jak nigdy przedtem.
Człowiek na deszczowych ulicach – w samotnym autobusie – nie ma następnego przystanku – teraz będziemy jechać i jechać bez kierowcy.
Gdy żadna nauka nie umie dać schronienia – nie ma już nadziei? – A co z fizyką – naukowiec uwierzy, będzie wyliczał zdarzenia ze wzorów. Nie umiemy ułożyć naszych najprostszych równań – naszej tęsknoty, naszej miłości.
A jednak istnieję.




22 August 2013

Aleksander Błok - fragment Dziennika


      Akt dramatu polega na walce poety z pospólstwem, czernią, na nieuchronnym przystosowaniu się poety, jako niedoskonałego organizmu, zdatnego tylko do wewnętrznego bezkresnego życia — do czerni  jako organizmu nadającego się tylko do życia zewnętrznego. Kończy się to  zawsze zgubą poety jako instrumentu, który rdzewieje i traci dźwięczność w warunkach otaczającego zewnętrznego życia. To życie ma rację: niczego ono prócz pożytku nie potrzebuje, wszystko co ponadto, uważa za wroga, który pragnie stare życie unicestwić, aby stworzyć w jego miejscu nowe.

      Instrument ginie, zrodzone przezeń dźwięki zostają i nadal sprzyjają temu celowi, dla którego stworzona jest sztuka: doświadczaniu serc, dokonywaniu wyboru w zwałach ludzkiej szlaki, wydobywaniu pierwiastków nieludzkich — gwiezdnych, demonicznych, anielskich, nawet tylko zwierzęcych — z szybko ginącego gatunku, który nosi miano „rodzaju ludzkiego”, jest bez wątpienia
niedoskonały i powinien być zastąpiony doskonalszą rasą istot. Wszystko wydobyte i wybrane w ten sposób przez sztukę oczywiście gdzieś trwa i powinno służyć powstaniu nowych istot.

    W takich mimo woli chwiejnych i metaforycznych zwrotach chciałem dać pojęcie o pochodzeniu, istocie i celu rytmu, którego nosicielem jest na świecie poeta.